Tranzyt, tranzyt, tranzyt

No to jesteśmy - że tak powiemy – on the road ;-) Zanim jednak dotrzemy w pierwsze miejsce w którym zaczniemy eksplorować otoczenie czeka nas przeprawa tranzytowa. Takie są konsekwencje gdy się chce oszczędzać wszelkie wydatki na travelerskie wypady. Żeby dolecieć na miejsce docelowe za śmiesznie małe pieniądze (jak na dystanse jakie przebywamy) trzeba było mocno zakombinować :-)
Prawą ręką przez lewe ramię łapiąc za prawe ucho udało się wykombinować bilety, które na dystansie z Polski do Indii kosztowały nas (uwaga!) niecałe 600 zł. A to dzięki temu, że korzystając kilka miesięcy temu z błędów systemu amerykańskiej Expedii można było złożyć bilet z Pragi do Berlina przez Brukselę i New Delhi (swoją drogą bardzo ciekawa trasa jak na odcinek Praga- Berlin) ;-)
Tak więc po tanim transporcie do Pragi (kosztował całe 15 zł! :-)) i przelotach do Brukseli dotarliśmy do Delhi i teraz koczujemy na lotnisku do rana w oczekiwaniu na tanie linie hinduskie IndiGo by stąd polecieć do Chennai a potem następnymi tanimi liniami hinduskimi SpiceJet polecieć do Colombo (Sri Lanka) i stamtąd ruszyć w głąb herbacianej wyspy.
Oczywiście klimat Indii dało się wyczuć już po opuszczeniu Terminala nr 3 na który przybyliśmy. A to dlatego, że po pierwsze można było zrzucić ciepłe ubrania, którymi chroniliśmy się przed europejskimi mrozami, a po drugie dlatego, że już na lotnisku zaczęto nas wprowadzać w błąd różnymi sprzecznymi informacjami :-) No, ale na to byliśmy doskonale przygotowani, bo niby dlaczego mielibyśmy ufać Hindusom, dla których czas i przestrzeń jest pojęciem absolutnie względnym a najczęstszym powodem udzielania informacji jest chęć zarobienia paru rupii na nieświadomych lub zagubionych turystach. Najpierw w informacji kierowano nas na ten sam terminal piętro wyżej bo stamtąd niby miały odlatywać linie IndiGo. Potem uzbrojony po zęby Pan przy wejściu do hali odlotów stwierdził, że IndiGo zmieniły miejsce odlotów krajowych na terminal 1D, a potem na pytanie jak można się przedostać na ten terminal uprzejmie powiedział, że jedynym środkiem transportu jest taksówka. Hahaha, Polak w ciemię nie bity i wie, że to zwykła ściema. Wyszliśmy z terminala i szybko zorientowaliśmy się, że między terminalami kursuje darmowy shuttle bus. Wystarczy okazać się biletem przylotowym a potem wylotowym z innego terminala i służby terminalowe wydrukują darmowy bilet na autobus.
Oczywiście każdy udzielał zupełnie innych, sprzecznych ze sobą informacji. Łącznie z kierowcą autobusu, który wskazał inny autobus stojący kilkadziesiąt metrów dalej, a przy tamtym z kolei autobusie wskazano nam autobus poprzedni w którym już pytaliśmy. Nie bacząc na te niespójne informacje weszliśmy do autobusu, który – a jakże – zawiózł nas na terminal 1D :-)
Tam poszło już prawie gładko. Po kilku odsyłaniach nas w kolejne miejsca (do każdych drzwi terminala wejścia chroni kilku uzbrojonych żołnierzy, a przy jednym nawet stał umundurowany funkcjonariusz za przeciwpancerną blachą z CKM’em w rękach) dotarliśmy do drzwi w których stwierdzono, że to tutaj i po sprawdzeniu biletów bramy się otworzyły :-)
Teraz przebywamy więc na terminalu na którym nie ma wi-fi, w brudnych toaletach jest tylko zimna woda, a za miejsca do spania służą nam posadzki lub twarde plastikowe siedzenia. Ale co tam! Najważniejsze, że pierwszy, długi odcinek zaliczony! Teraz kolejne odcinki w których najsłabszym punktem będzie przesiadka w Chennai na kolejny samolot, którego odlot ma nastąpić godzinę po naszym planowanym przylocie, podczas gdy hinduskie wymogi mówią o koniecznej odprawie na międzynarodowych lotach na co najmniej 3 godziny przed odlotem :-) Zobaczymy co z tego wyjdzie. Znając umowność pojęcia czasu w tej części świata i tak sprawa jest mocno względna więc nie ma co sobie wyrywać włosów z głowy na zapas ;-) Tak więc ciąg dalszy relacji nastąpi… :-)

Na koniec naszym zwyczajem chcemy prosić o udzielenie pomocy dla niedożywionych dzieci z Polski przez kliknięcie w brzuszek Pajacyka na stronie www.pajacyk.org.pl. Wszystkim w imieniu dzieci bardzo za to dziękujemy.

Porady praktyczne:
Krótko i na temat: wszelkie loty, przeloty itd. należy mimo wcześniejszych rezerwacji w systemach przewoźników mieć wydrukowane. Papier tutaj rządzi i na każdym kroku należy się nim okazywać jeśli nie chcemy mieć do czynienia z bronią ;-) Jak pokazała praktyka należy też mieć poprzednie bilety i numery lotów bo mogą się one przydawać nawet już po przylocie (np. w okienku chek-inowym sprawdzano numery poprzednich lotów a także dla uzyskania biletu na shuttle bus też należało się okazać poprzednim boarding passem)

Welcome to Asia again :-)

Zgodnie z zapowiedziami szykujemy się już do kolejnego wyjazdu, który będzie dla nas swojego rodzaju suplementem do poprzedniej podróży. Chcemy uzupełnić nasze “azjatyckie podboje” o kolejne interesujące rejony, które siłą rzeczy w czasie poprzedniego wyjazdu musiały zostać pominięte :-)
Tym razem wybieramy się na bardzo intensywny wyjazd do południowej Azji rozpoczynając naszą podróż od międzylądowań na ternie Indii kierując się bezpośrednio na Sri Lankę. Stamtąd po bezpośredniej eksploracji wyspy wypożyczonym samochodem (sic!) polecimy na reminiscencję święta Thaipusam do Batu Cave niedaleko Kuala Lumpur i na spotkanie z poznaną w Nowej Zelandii malezyjską przyjaciółką Penny. Po naładowaniu akumulatorów mistyczną atmosferą hinduskich czarów lecimy chyba do najtrudniejszego turystycznie kraju Azji - Bangladeszu. Mało kto wybiera się do tego kraju, o którym jeden z turystów, który zdecydował się go odwiedzić napisał: „Bardzo tani kraj powstały z odcięcia od Indii Bengalu Wschodniego. Tylko dla bardzo doświadczonych bacpackerów. To kraj, po którym się trudno podróżuje, gdzie nikt nie mówi w żadnych języku poza bengalskim, gdzie nie istnieje infrastruktura komunikacyjna, a zabytki policzyć można na palcach jednej ręki. To kraj będący od zawsze daleko, zalewany przez rzeki i tajfuny, napadany przez piratów i tygrysy bengalskie, kraj do którego nikt nigdy nie chciał jechać i który do dziś pozostaje terra incognita globalnej wioski. Kraj na końcu świata. Właśnie dlatego warto tam pojechać.”
Prawda, że brzmi interesująco? Zważywszy dodatkowo na to, że na niektórych przejściach granicznych pojawia się raptem kilkunastu turystów rocznie a znalezienie jakiegoś lokum do noclegu w którym nie pojawiają się szczury i karaluchy a za rogiem nie czai się kilkuset lokalsów czyhających na Twój plecak, atrakcyjność tego miejsca w naszych oczach znacznie wzrasta :-) W końcu jedziemy poznawać kraj takim jakim jest a nie takim jaki opisuje się w przewodniku dla patrzących na kolorowe ulice zasypane turystycznymi bibelotami zza szyby hotelowego okna w którym stwarza się turyście mikroklimat nie mający nic wspólnego z panującą wokół rzeczywistością.
Potem gdy uda nam się wyjechać z tego kraju dotrzemy pociągiem do Indii i tam rozpoczynając od Kalkuty będziemy przemierzać dalsze setki kilometrów różnymi środkami transportu by podziwiać ten niesamowity kraj.

Reasumując: nareszcie będziemy mogli poczuć smak ciężkich plecaków, twardych pryczy i zatłoczonych pociągów. Słowem: Welcome to Asia again!
Zapraszamy do śledzenia naszego bloga. Już wkrótce bezpośrednie relacje z tych miejsc :-)

Festiwal „Explorers 2011” już za nami

Długo oczekiwane przez ludzi świata podróży wydarzenie - „Explorers Festival” już za nami. Trzeba przyznać, że było to wielkie święto dla eksploratorów świata a hasło „Pięć dni, które zmieni twoje życie” bynajmniej nie było pozbawione podstaw. Każdy kto uczestniczył choć w jednym dniu festiwalu mógł przekonać się na własnej skórze jak wielkie wrażenie wywiera bezpośredni kontakt z ludźmi, którzy swoją pasją podróżowania i zdobywania nieznanych i ekstremalnie trudnych miejsc świata zarażają i przekazują moc pozytywnej energii. Nikt nie mógł pozostać obojętny wobec wyczynów jakie prezentowali goście festiwalu, zwłaszcza Ci wielcy, którzy potrafią dokonywać rzeczy wymykającym się wszelkim wyobrażeniom przeciętnego śmiertelnika. Jakby tego było mało Ci wielcy ludzie okazują się w bliskich kontaktach normalnymi, otwartymi, uśmiechniętymi ludźmi mającymi duży dystans do swoich dokonać, często urzekając skromnością i radością życia.

Do takich ludzi bez wątpienia należy Richard Meredith-Hardy, który jako jedyny człowiek w historii przeleciał motolotnią nad „dachami świata” i Mount Everest. Człowiek, który swoją radością i otwartym sposobem życia zarażał wszystkich wokoło wywołując uśmiech na twarzach. Z kolei Alan Robert swoimi wyczynami ekstremalnych wspinaczek po skałach i najwyższych wieżowcach świata wzbudzał podziw i szacunek, a Basil Pao okazał się klasą samą w sobie. Przyjechał z ekipą swoich współpracowników, ale nie dlatego, żeby uprawiać „gwiazdorstwo”, ale żeby razem z nimi miło spędzić czas w Polsce i poznać nowych ludzi. Nazwany przez nas „Ojcem Chrzestnym” dobrze pasował do tej ksywy jako, że w ekipie był również jego chrześniak o którego troszczył się niczym ojciec. Tacy ludzie swoją pasją i otwartością naprawdę potrafią „natychać” ;-) by robić coś w swoim życiu więcej niż ginąć gdzieś w „machinie codziennego życia”. Człowiek, który robiąc w Hollywood karierę (pracował jako dyrektor artystyczny Stevena Spielberga, współpracował przy „Ostatnim Cesarzu” Bertolucciego itd.) porzuca pracę Dyrektora jednej z największych w świecie wytwórni filmowych “Warner Bros. Records” na pewno wie co robi. Dlaczego zrezygnował z intratnej pracy? Jak sam powiedział: „Dzień w biurze polegał na odbieraniu mnóstwa telefonów i podpisywaniu papierów. Niczego sam nie tworzyłem, obserwowałem jak robią to inni. Miałem wybór: zostać dyrektorem gigantycznej korporacji lub podążyć za głosem serca. Wybrałem drugą opcję. Od tego momentu niezależnie jak trudne są decyzje, robię tak, jak dyktuje mi serce.”. Brawo Basil! Niech żyje logika i zdrowy rozsądek. Nie można żyć będąc trybikiem w maszynie. Taką samą miłością do życia zarażali inni uczestnicy festiwalu. Chłopaki z Austrii (Armin, Christof i Stefan), którzy wyremontowanym starym vanem przemierzali Europę i organizowali wyprawy w różne rejony świata by czerpać radość życia, dwaj faceci (Mariusz i Robert), którzy na motocyklach przemierzali na wschód aż do Władywostoku i z powrotem, wprost urzekli swoją otwartością opowiadając o swoich przygodach jakich doświadczyli w Rosji i Mongolii itd. itd. Wszyscy uczestnicy festiwalu mogliby z powodzeniem opowiadać o swoich przeżyciach po wiele godzin a festiwal z planowanych pięciu dni mógłby z powodzeniem zostać wydłużony do dwóch tygodni ;-)

Prezentacja na Explorers Festival 2011

A wśród tych wspaniałych ludzi my – zwykli amatorzy, którzy mieli okazję podzielić się swoimi przygodami, których doświadczyli podczas swojej rocznej podróż z plecakami. Takiego przyjęcia nie spodziewaliśmy się w swoich najśmielszych wyobrażeniach. Były oklaski, pytania, autografy i wywiady. Te parę fleszy to i tak za dużo jak na nasze skromne postaci :-) Ale bardzo się cieszymy, że mogliśmy swoją roczną podróż podsumować i ubrać w jakąś prezentację z opowieściami bo to nam pozwoliło jeszcze bardziej utrwalić sobie te wspaniałe chwile, których doświadczyliśmy na „drugim krańcu świata” i podzielić się tym z innymi, którzy dzięki temu mogą nabrać chęci do tego by przełamać swoje obawy i ruszyć w nieznane pokonując swoje własne ograniczenia. Życzymy tego wszystkim z całego serca!

Tuż po prezentacji na Explorers

Poza prezentacją główną, która otwierała festiwal „Explorers” mieliśmy jeszcze ogromną przyjemność opowiadać o Indonezji (wykład: „Indonezja – bliższa znajomość”) w ramach Wielkiej Lekcji Geografii w której uczestniczyła młodzież z 85 szkół średnich! Nasza prezentacja zamknęła całodzienne zajęcia po których nagrodzono słuchaczy, którzy uzyskali najwyższe oceny w teście z geografii, który był integralną częścią zajęć. Cieszymy się ogromnie, że młodzież tak żywiołowo przyjęła naszą prezentację i zapaliła się do poznawania świata.

Wielka Lekcja Geografii 2011

My też nie pozostajemy bezczynni i już teraz planujemy wyprawę, którą będziemy niebawem opisywać na naszym blogu więc serdecznie zapraszamy do lektury! Jesteśmy pewni, że odkryjemy przed Wami nowe ciekawe doświadczenia, które sprawią, że wielu z Was „połknie bakcyla” i będzie chciało przeżyć ten najciekawszy z możliwych sposób poznawania świata na własnej skórze ruszając w podróż, która – kto wie – może okazać się czymś co zmieni Wasze życie na zawsze!

PS. O wystąpieniach na „Explorers Festival 2011” można przeczytać notkę prasową tutaj:

http://lodz.naszemiasto.pl/artykul/1164617,pierwszy-dzien-explorers-festival-za-nami,id,t.html#skomentuj

A tutaj można również obejrzeć zajawkę emitowaną w wiadomościach TVP Łódź:

http://www.tvp.pl/lodz/aktualnosci/kulturalne/explorers-festival/5684649

Explorers Festival - Będziemy w TV!

Festiwal „Explorers” już za nami. Było wiele emocji - spotkaliśmy się z gorącym przyjęciem i poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi a nasza prezentacja wzbudziła ogromne zainteresowanie.

Napiszemy o tym na naszym blogu już w czasie tego weekendu. A tymczasem zapraszamy na program telewizyjny o „Exlorers Festival” w którym wystąpimy przed kamerami :-)

Do zobaczenia na srebrnym ekranie w TVP Sport już jutro (sobota 2011-11-26) o godz. 21:00.

Z pozdrowieniami!

Uwaga! Uczestniczymy w festiwalu podróżniczym „Explorers Festival 2011”!

explorers_festival-540

Serdecznie zapraszamy naszych czytelników i przyjaciół na tegoroczną edycję bodajże najważniejszego w Polsce festiwalu podróżniczego – „Explorers Festival”. Jesteśmy gośćmi, których prezentacja będzie pierwszą spośród licznych prezentacji jakie zostały przygotowane na tegoroczną edycję festiwalu. Będziemy występować u boku takich tuzów podróżnictwa i przygody jak: Alain Robert, Ines Papert, Basil Pao. Richard Meredith-Hardy, Alex Honnold i wielu innych. Już samo tak szacowne grono powoduje, że jest to dla nas ogromna nobilitacja.
Tym bardziej więc zapraszamy na ten festiwal bo wiedza o podróżach i pasjach życia związanych z poznawaniem świata – zarówno tego pięknego jak i tego wymagającego ekstremalnych umiejętności i samozaparcia – będzie tam skondensowana do tego stopnia, że każdy kto podróżuje bądź marzy o poznawaniu świata z pewnością zostanie nią rażony! :-)
Festiwal będzie trwał pięć dni: od 16 do 20 listopada 2011 a większość z festiwalowych spotkań będzie miała miejsce w Sali Widowiskowej przy al. Politechniki 3a w Łodzi. Nasza prezentacja będzie miała miejsce 16 listopada 2011 o godz. 18:50.
Poza tym będziemy mieli również swój udział w Wielkiej Lekcji Geografii, która każdego roku towarzyszy festiwalowi „Explorers Festival”. To adresowane do szkół wydarzenie będzie miało miejsce w piątek 18 listopada 2011 w Auli Czerwonej Wydziału Prawa i Administracji UŁ (ul. Kopicińskiego 8/12). W przedstawianych tam prezentacjach będą uczestniczyć uczniowie i nauczyciele z aż 85 szkół. Nasza wizualizacja dotyczyć będzie wysp Indonezji. Serdecznie zapraszamy!
Wszystkie szczegóły dotyczące „Explorers Festival” (włączenie z dokładnym programem) można znaleźć na oficjalnej stronie festiwalu: http://www.explorersfestival.pl/index.html
Jeszcze raz zapraszamy. Do zobaczenia na „Explorers Festival 2011”!

Finał Sztafety „Afryka Nowaka” zbliża się wielkimi krokami!

afrykanowaka-logo1Tak jak pisaliśmy w poprzednim wpisie spośród wypraw, które aktualnie trwają na szczególną uwagę zasługuje Sztafeta Afryka Nowaka. Przemieszcza się ona nieprzerwanie śladami Kazimierza Nowaka już od prawie 2 lat. Tymczasem finał sztafety zbliża się wielkimi krokami! Znane są już szczegóły dotyczące tego etapu, w którym tak jak pisaliśmy mogą wziąć udział ochotnicy spełniający określone warunki.
Ostatni, 24-ty z kolei, etap finałowy – Algieria II - rozpocznie się 7 grudnia 2011 w Ouargla, aby zakończyć afrykańską przygodę tuż przed świętami 22 grudnia, w Algierze. Trasa etapu obejmuje 800-kilometrowy odcinek i będzie wiodła m.in przez Wielki Erg Wchodni oraz Góry Atlas, prowadząc na środkowe wybrzeże Algierii, do Algieru.
Jeśli masz ochotę dołączyć i jesteś zainteresowany takim wyzwaniem zajrzyj na stronę “Afryka Nowaka” i poznaj szczegóły.
Ważne informacje dla tych, którzy myślą o wyruszeniu w tę wyprawę:
Osoba decydująca się na udział w etapie powinna w sposób swobodny (tzn. ze średnią prędkością min. 20 km/h) móc przejechać ok. 100 km dziennie - przez kilkanaście kolejnych dni, z obciążeniem (sakwy – ok. 20 kg) po trasie z dużymi przewyższeniami (Góry Atlas) i powinna mieć na koncie wyprawy, gdzie w warunkach wyprawowych przejechała taki dystans.
Dodatkowym utrudnieniem może być wiatr, deszcz, śnieg i piach.
Ze względu na szereg niebezpieczeństw jakie czyhają w tamtym rejonie każdy z uczestników dołączając do sztafety, podejmuje się tej wyprawy na własną odpowiedzialność. Stowarzyszenie Afryka Nowaka nie występuje w charakterze organizatora ostatniego etapu Algieria 2.
Ze względów bezpieczeństwa (i formalnych umożliwiającym uzyskanie wiz dla tak dużej grupy) uczestnikom etapu Algieria 2 towarzyszyć będzie konwój ochronny, zapewniany przez algierską organizację turystyczną. Oczywiście w ostatnim etapie wezmą też udział dotychczasowi uczestnicy sztafety.

Długodystansowa sztafeta przez Afrykę – spotkań z podróżnikami ciąg dalszy

afrykanowaka-logoNo i stało się. Doświadczyliśmy kolejnego inspirującego spotkania z osobami dla których podróżowanie stało się siłą napędową życia. Tym razem mieliśmy niewątpliwą przyjemność poznać Piotra Sudoła, pomysłodawcę bodajże najważniejszego w ostatnich latach wydarzenia podróżniczego, mianowicie projektu „Afryka Nowaka”. Ten zapalony rowerzysta i podróżnik zafascynowany postacią naszego wciąż niedocenianego bohatera samotnych podróży po Afryce – Kazimierza Nowaka – postanowił zorganizować ponad dwuletnią wyprawę po Afryce w formie sztafety podzielonej na 24 etapy. Dla tych, którzy chcą dowiedzieć się więcej o niesamowitych podróżach Kazimierza Nowaka polecamy książkę „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”, która doczekała się już chyba VI edycji. W latach 1931-1936 jako pierwszy człowiek na świecie przebył samotnie kontynent afrykański z północy na południe i z powrotem (40 tys. km pieszo, rowerem, konno oraz czółnem). Można sobie wyobrazić na jakie niewyobrażalne trudy naraził się Pan Kazimierz. A przecież podróżował samotnie nie dysponując specjalistycznym sprzętem podróżniczym jaki jest teraz ogólnie dostępny!
To czego dokonał Kazimierz Nowak stało się inspiracją do niesamowitego pomysłu „Afryka Nowaka”, który wystartował w listopadzie 2009 roku. Główna zasada polega na tym by możliwie jak najwierniej powtórzyć trasę, którą przebył Kazimierz Nowak. Cała trasa została podzielona na etapy pokonywane w formie sztafety. Uczestnicy przemieszczają się tak jak Kazimierz Nowak – głównie na rowerach, a na niektórych etapach pieszo (ekspedycja na Ruwenzori we wschodnim Kongu), konno (w Namibii), pieszo (w Demokratycznej Republice Kongo), czółnem (rzeką Kassai i Kongo) oraz na wielbłądach (Sahara w drodze powrotnej). Piotr był liderem pierwszego etapu i wielu kolejnych.
Spędziliśmy wiele godzin na dyskusjach o tym jak niesamowite przygody i zdarzenia wiązały się z pokonywaniem Czarnego Lądu. Szczególnie inspirujące stały się opowieści z etapu dotyczącego Angoli. Piotr jest chłopakiem o otwartym umyśle, który nie tylko stara się pokonać własne ograniczenia i trudności bardzo wymagającego środowiska afrykańskiej przyrody, ale też poznawać jak najwięcej faktów o miejscach, które pokonuje. Stąd jego doskonała wiedza nie tylko o historii Kazimierza Nowaka, ale też różnych aspektach afrykańskiej kultury i historii krajów Czarnego Lądu. Inspirujące…!
Piotrze, życzymy Ci samych sukcesów w tym niesamowitym projekcie i szczęśliwego finału, który zbliża się już wielkimi krokami. Dla tych zaś, którzy chcą w jakiś sposób wziąć udział w projekcie „Afryka Nowaka” mamy dobrą wiadomość. Ostatni etap, który rozpocznie się prawdopodobnie w grudniu i prowadzić będzie przez piaszczyste tereny pustyni (Niger, Algieria?) będzie miał charakter otwarty. Oznacza to ni mniej ni więcej tylko to, że każdy kto dysponuje odpowiednim sprzętem i zapałem może wziąć w nim udział! Chętnych zapraszamy do bezpośredniego kontaktu z organizatorami poprzez stronę „Afryki Nowaka.

Długi marsz… czyli ponowne spotkanie z chłopakami z ekspedycji “Long Walk Expedition”

longwalkWbrew pozorom nie zasypiamy (jak to niektórzy mówią “…gruszek w popiele” ;-)) i temat podróży ciągle gdzieś koło nas się pojawia :-) Po zeszłorocznej edycji Explorers Festival mieliśmy ciągle w pamięci pokaz slajdów z ekspedycji “Long Walk Expedition” podczas której trzech dzielnych chłopaków (Tomek, Bartosz i Filip) ruszyło w trasę śladami ucieczki Witolda Glińskiego. Dla tych, którzy nie są pewni o jaką ucieczkę chodzi: Witold Gliński wraz z sześcioma innymi mężczyznami (trzema Polakami, Jugosłowianinem, Ukraińcem i Amerykaninem) uciekli pieszo z syberyjskich łagrów aż do Indii.
Chłopaki z „Long Walk” ruszyli z Jakucka i pokonując Syberię, Mongolię, Chiny i Tybet dotarli na finiszu do Indii. Trasa w dużej części była dla nas znajoma ;-) Od syberyjskiego Bajkału do Chin mieliśmy “etap” częściowo pokrywający się z wędrówką chłopaków (my z Chin zjechaliśmy do Laosu, a oni wkroczyli do Tybetu).
Tak się miło złożyło, że znowu mieliśmy okazję spotkać się z Tomkiem i Bartoszem przy okazji projekcji filmu „Długi Marsz 70 lat później”. Film w sposób skondensowany pokazywał przygodę w jakiej uczestniczyli chłopaki w tle pokazując historię prawdziwego wydarzenia, które stało się inspiracją do tej ekspedycji.
Jesteśmy pod wrażeniem tego czego dokonali chłopaki i było nam ogromnie miło podyskutować na temat organizacji tego przedsięwzięcia i rozwiać pewne wątpliwości a propos różnych podróżniczych szczegółów, które w sposób naturalny nasuwają się przy przemyśleniach o takiej wyprawie.
Tomek zresztą okazał się naszym sąsiadem i ma teraz dziesiątki różnych planów i pomysłów na to czym ma się zajmować. Jednym z nich jest produkcja filmowa dotycząca rewelacyjnie ciekawych tematów, których do tej pory nikt „nie brał na tapetę”. Tak więc nasze drogi znowu się splotły i na pewno jeszcze się przetną :-)
Polecamy spotkania związane z projekcją filmu „Długi Marsz 70 lat później” (odbywają się w różnych miejscach w Polsce) bo mogą one stać się inspiracją do pomysłów na ekstremalne przygody, a przede wszystkim na podróże w nieznane… :-)

Powrót do “nie”normalności… :-)

Witamy wszystkich po dłuższej przerwie! Wybaczcie, że nie zdołaliśmy wcześniej napisać obiecanego podsumowania, ale dwa istotne powody uniemożliwiły nam to skutecznie. Po pierwsze, jak już pisaliśmy, spędziliśmy odrobinę czasu w Hong Kongu i Chinach, a po drugie, powrót na ten Polski padół łez i płaczu odebrał nam na chwilę mowę… No bo jak wyjaśnić to, że po kilku tygodniach nieobecności, nie możemy poznać własnego kraju?
Pustki na ulicach, w sklepach, autobusach, a przecież mieliśmy przedweekendowy piątek. Wszyscy, którzy jednak pojawiają się w miejscach publicznych są jacyś poważni, tak jakby tsunami miało miejsce w Polsce, a nie w Japonii. Ale nie!! Nie wszyscy! Mijamy salon RTV i widzimy szczęście na twarzach… naszych polityków! Udało im się! Bariera 5 złotych została pokonana. Paliwo i cukier idą łeb w łeb. Patrzymy i niedowierzamy. Może faktycznie w kampanii przedwyborczej gdzieś umknęło nam hasło “wszystko po 5 złotych”. Trzymamy kciuki. Jeszcze odrobina wysiłku Panowie!
Niedobrze nam od karmienia kłamliwą propagandą. Takiego tupetu i fałszu nie udało nam się zobaczyć nigdy i nigdzie!!! Pozdrawiamy wszystkich, którzy po obejrzeniu WIADOMOŚCI potrafią przespać spokojnie noc. Jesteście niezłymi luzakami! Dla podrażnienia Was mamy poniższe zdjęcie :)

11

Nie jest to nadzwyczajna wystawa. Takie w Hong Kongu występują średnio co 50m. Na pocieszenie możemy tylko dodać, że ceny podane są w dolarach Hong Kongu, a ich przelicznik w stosunku do złotówki to 1$HK = 0,40zł.

Wracając do przyjemnych chwil zapomnienia o “naszej władzy”, które przeżywaliśmy na Filipinach…

POGODA
Nie rozpieszczała. Ci, którzy śledzili blog wiedzą, że anomaliami pogodowymi zaskoczeni byliśmy nie mniej, niż Filipińczycy. Tak dużych ilości deszczu w samym środku ich lata podobno najstarsi nie pamiętają. Zabrane kurteczki przeciwdeszczowe okazały się być naprawdę nieodzowne tym razem.
ELEKTRYCZNOŚĆ
Prąd niby ten sam, ale dobrać się do niego było czasem dosyć trudno. Nasze europejskie standardy wpasowują się tylko w część Filipińskich gniazdek. W niektóre na siłę ;) Często jednak nieodzowna staje się przejściówka. W kilku hotelach nie było gniazdek elektrycznych i tutaj jedynym sposobem na doładowanie akumulatorków była fantastyczna przejściówka, którą wkręca się w miejsce żarówki. Dobrze jest mieć ze sobą kawałek drutu. Z takim doposażeniem, z prądem będziecie mogli zrobić wszystko ;)
JEDZENIE
Nie polubiliśmy się… Słodko i w klimacie fast-food. Jeśli kochacie ciastka, lody, desery i Mc Donald’s - jedziecie do raju. W innym przypadku macie problem. Myśleliśmy, że jadąc na Filipiny, zastaniemy tam kuchnię bogatą w dania z olbrzymią ilością owoców morza, warzyw i aromatycznych przypraw. Wszystko miało być podawane z ryżem, bądź makaronem ryżowym. Aha i koniecznie zasmażane na woku. Nic z tych rzeczy. Na mieście, w lokalnych knajpkach możecie zjeść co najwyżej kurczaka z ryżem, lub jakieś tego pochodne. Wszystko prosto i bez przypraw. Zupki chińskie w marketach “SEVEN ELEVEN” w Hong Kongu smakowały nam dużo lepiej. Jedyną alternatywą dla żołądka pozostawały owoce. Mango były FANTASTYCZNE!!! Banany i ananasy takie sobie. Od czasu do czasu owocowego miksu dopełniał świetny durian.
LUDZIE
Wszyscy bardzo mili i życzliwi. Niesamowicie pomocni. Niejednokrotnie spotkaliśmy się z zachowaniami, które wydawały się wręcz zastanawiające, no bo jak ocenić sytuację, gdy jakiś Filipińczyk nie mając ani “grosza” interesu, poświęca czasem sporo czasu i wysiłku, aby zaprowadzić nas w poszukane miejsce, czy zaangażować w rozwiązywanie naszych problemów. Dodatkowo nie ma kłopotów w porozumiewaniu się. Wszyscy mniej lub bardziej posługują się językiem angielskim.
MIEJSCA
Wszyscy doskonale wiedzą, że nie ma miejsc, które nie są warte odwiedzenia, ale wrażenia z wielu tych odwiedzonych miejsc są wspanialsze, niż sugerowała to wcześniej nasza wyobraźnia. BARDZO polecamy Wam wysepki północnego Palawanu, tarasy ryżowe okolic Banaue, wulkan Mayon i podziemną rzekę na Palawanie. Całkiem niezłe są wulkany Pinatubo, Taal i rezerwat 100 wysp nieopodal Alaminos. Rzeczywistość Boholu i Sagady nie sprostała wyzwaniu naszej wyobraźni. Byliśmy odrobinę rozczarowani.
CENY
Jak na rejon Azji południowo-wschodniej przystało, ceny są bardzo przystępne dla Europejskiego turysty, nawet takiego, ze skromnym budżetem. Podajemy kilka przykładów. Pepsi Cola 2l. - 38PHP, banany 1 szuka - od 1PHP, mango 1 kg - 40PHP, woda 5l - 47PHP, obiad - od 35PHP. Bilety wstępów: podziemna rzeka - 200PHP, Tarsjusze w Corelli - 40PHP, Czekoladowe Wzgórza - 50PHP, Fort San Pedro w Cebu - 30PHP, ruiny Cagsawa - 10PHP, łódka na wulkan Taal - 800PHP (za łódź), wulkan Taal - 50PHP, wycieczka na Pinatubo 1500PHP (!!!), rezerwat 100 wysp - 1000PHP za całodzienny czarter łodzi (dla niewtajemniczonych podajemy kurs PHP = 0,065 zł). Wszystkie inne miejsca, bądź wycieczki są bezpłatnie, chyba, że chce się za coś zapłacić, co często skutecznie starają się doradzać spragnieni europejskiej kasy lokalsi. Tarasy ryżowe można przecież zwiedzać do woli i bezpłatnie, ale sporo pieniędzy może pochłonąć przewodnik czy transport, jeśli dacie sobie wmówić, że są wam one niezbędne.
ZDJĘCIA
Galeria wybranych zdjęć z wyjazdu do obejrzenia na www.picasaweb.google.pl/optant123
INFORMACJE
Jeśli będziecie potrzebować jakichkolwiek informacji dotyczących Filipin, organizacji transportu, cen - postaramy się odpowiedzieć lub doradzić najlepiej, jak będziemy potrafić. Piszcie śmiało! :-)

Powrót na niziny

Coraz trudniej wskakuje nam się ranem w buty. Dziś jednak musieliśmy być czujni. Chwila nieuwagi i możemy nie zdążyć na powrotny transport do Banaue. W skutkach byłoby to fatalne. Wieczorem mamy wykupiony autobus do CUBAO - następnego z miast aglomeracji Manilii. Co ciekawe podczas naszej wędrówki po Filipinach raz tylko spotkaliśmy na Palawanie parę z Polski. Potem była wielka przerwa. Dopiero w Sagadzie nadrobiliśmy to statystyczne niedopatrzenie losu. Najpierw spotkaliśmy dwie podróżujące razem pary, a potem 11 osób, które właśnie rozpoczynały tramping po Filipinach z jednym z polskich biur. Miło było powymieniać się doświadczeniami i spostrzeżeniami na temat tego co tu spotkaliśmy. Zdarza się, jak w tym przypadku, że miło łechta nas świadomość tego, że znów udało się w bardzo krótkim czasie zobaczyć więcej i duuużo taniej niż inni, ale o tym w podsumowaniu naszej wyprawy już wkrótce… Dzisiaj pogoda znów przestała nam dopisywać, ale to już pomału przestaje być naszym problemem. Wszystko co chcieliśmy zobaczyć i wszystko, czego chcieliśmy tutaj doświadczyć - już zostaje za nami. Odrobina słońca przydałaby się jednak, aby… dosuszyć nasze pranie, które pozostało do wyschnięcia na tarasie naszego hotelu. Przez 2 dni nasze t-shirty miały fantastyczny widok na tarasy ryżowe w Banaue :) Z jeepneya do jeepneya i po wyczerpującej podróży w nabitym jak słój z ogórkami “luku” pasażerskim dojechaliśmy do Banaue. Warto dodać, że średnia prędkość jeepneyem po górskich, okolicznych drogach to ok 15-20 km/h. Drogi, pomimo, że całkiem niezłe, są często niedokończone, lub zasypane przez osuwiska. Beton w trakcie deszczu robi się dość śliski, a brak tu właściwie jakichkolwiek zabezpieczeń przed przypadkowym osunięciem w NAPRAWDĘ kilkusetmetrowe miejscami przepaści. Jadąc pojazdami w takim stanie technicznym, że nie weszlibyśmy tam z najbliższymi i z ogumieniem, któremu do rozprucia wystarczyłaby sucha igła sosnowa, wiedzieliśmy, jak niedużo trzeba, aby po metrowym poślizgu wylądować 200m niżej i zawisnąć wspartym na drzewach jak kolejna metalowa trumna na skale w Sagadzie. Aż taka tragedia się nie wydarzyła. Pojawiła się tylko inna, mniejsza. Jechały z nami 4 Niemki, które prześcigały się w układaniu głupich żartów i dowcipkowaniu na temat… tutejszej biedy, brudnych dzieci czy ich ubioru. Ale miały radochę!!! Śmiechom nie było końca… Zawstydzeni za Wspólną Europę wyszliśmy w Banaue wściekli za takie zachowanie. Ubrania na szczęście wyschły. Zdążyliśmy jeszcze coś zjeść i kupić owoce na powrót do Manilii. Wsiedliśmy do autobusu i tak oto kończymy naszą przygodę z Filipinami. Jutro wieczorem wylatujemy jeszcze na chwilkę do Hong Kongu i Chin, ale nie będziemy powielać pięknych i wypełnionych po brzegi treścią relacji z ubiegłorocznej wyprawy. Będąc tam postaramy się o jakieś fajne podsumowanie całości wyjazdu. Spróbujemy podać wszystkie ważne informacje dotyczące cen i najważniejszych zagadnień, które dotyczą każdego turysty na Filipinach.