Tranzyt, tranzyt, tranzyt
No to jesteśmy - że tak powiemy – on the road
Zanim jednak dotrzemy w pierwsze miejsce w którym zaczniemy eksplorować otoczenie czeka nas przeprawa tranzytowa. Takie są konsekwencje gdy się chce oszczędzać wszelkie wydatki na travelerskie wypady. Żeby dolecieć na miejsce docelowe za śmiesznie małe pieniądze (jak na dystanse jakie przebywamy) trzeba było mocno zakombinować ![]()
Prawą ręką przez lewe ramię łapiąc za prawe ucho udało się wykombinować bilety, które na dystansie z Polski do Indii kosztowały nas (uwaga!) niecałe 600 zł. A to dzięki temu, że korzystając kilka miesięcy temu z błędów systemu amerykańskiej Expedii można było złożyć bilet z Pragi do Berlina przez Brukselę i New Delhi (swoją drogą bardzo ciekawa trasa jak na odcinek Praga- Berlin) ![]()
Tak więc po tanim transporcie do Pragi (kosztował całe 15 zł! :-)) i przelotach do Brukseli dotarliśmy do Delhi i teraz koczujemy na lotnisku do rana w oczekiwaniu na tanie linie hinduskie IndiGo by stąd polecieć do Chennai a potem następnymi tanimi liniami hinduskimi SpiceJet polecieć do Colombo (Sri Lanka) i stamtąd ruszyć w głąb herbacianej wyspy.
Oczywiście klimat Indii dało się wyczuć już po opuszczeniu Terminala nr 3 na który przybyliśmy. A to dlatego, że po pierwsze można było zrzucić ciepłe ubrania, którymi chroniliśmy się przed europejskimi mrozami, a po drugie dlatego, że już na lotnisku zaczęto nas wprowadzać w błąd różnymi sprzecznymi informacjami
No, ale na to byliśmy doskonale przygotowani, bo niby dlaczego mielibyśmy ufać Hindusom, dla których czas i przestrzeń jest pojęciem absolutnie względnym a najczęstszym powodem udzielania informacji jest chęć zarobienia paru rupii na nieświadomych lub zagubionych turystach. Najpierw w informacji kierowano nas na ten sam terminal piętro wyżej bo stamtąd niby miały odlatywać linie IndiGo. Potem uzbrojony po zęby Pan przy wejściu do hali odlotów stwierdził, że IndiGo zmieniły miejsce odlotów krajowych na terminal 1D, a potem na pytanie jak można się przedostać na ten terminal uprzejmie powiedział, że jedynym środkiem transportu jest taksówka. Hahaha, Polak w ciemię nie bity i wie, że to zwykła ściema. Wyszliśmy z terminala i szybko zorientowaliśmy się, że między terminalami kursuje darmowy shuttle bus. Wystarczy okazać się biletem przylotowym a potem wylotowym z innego terminala i służby terminalowe wydrukują darmowy bilet na autobus.
Oczywiście każdy udzielał zupełnie innych, sprzecznych ze sobą informacji. Łącznie z kierowcą autobusu, który wskazał inny autobus stojący kilkadziesiąt metrów dalej, a przy tamtym z kolei autobusie wskazano nam autobus poprzedni w którym już pytaliśmy. Nie bacząc na te niespójne informacje weszliśmy do autobusu, który – a jakże – zawiózł nas na terminal 1D ![]()
Tam poszło już prawie gładko. Po kilku odsyłaniach nas w kolejne miejsca (do każdych drzwi terminala wejścia chroni kilku uzbrojonych żołnierzy, a przy jednym nawet stał umundurowany funkcjonariusz za przeciwpancerną blachą z CKM’em w rękach) dotarliśmy do drzwi w których stwierdzono, że to tutaj i po sprawdzeniu biletów bramy się otworzyły ![]()
Teraz przebywamy więc na terminalu na którym nie ma wi-fi, w brudnych toaletach jest tylko zimna woda, a za miejsca do spania służą nam posadzki lub twarde plastikowe siedzenia. Ale co tam! Najważniejsze, że pierwszy, długi odcinek zaliczony! Teraz kolejne odcinki w których najsłabszym punktem będzie przesiadka w Chennai na kolejny samolot, którego odlot ma nastąpić godzinę po naszym planowanym przylocie, podczas gdy hinduskie wymogi mówią o koniecznej odprawie na międzynarodowych lotach na co najmniej 3 godziny przed odlotem
Zobaczymy co z tego wyjdzie. Znając umowność pojęcia czasu w tej części świata i tak sprawa jest mocno względna więc nie ma co sobie wyrywać włosów z głowy na zapas
Tak więc ciąg dalszy relacji nastąpi…
Na koniec naszym zwyczajem chcemy prosić o udzielenie pomocy dla niedożywionych dzieci z Polski przez kliknięcie w brzuszek Pajacyka na stronie www.pajacyk.org.pl. Wszystkim w imieniu dzieci bardzo za to dziękujemy.
Porady praktyczne:
Krótko i na temat: wszelkie loty, przeloty itd. należy mimo wcześniejszych rezerwacji w systemach przewoźników mieć wydrukowane. Papier tutaj rządzi i na każdym kroku należy się nim okazywać jeśli nie chcemy mieć do czynienia z bronią
Jak pokazała praktyka należy też mieć poprzednie bilety i numery lotów bo mogą się one przydawać nawet już po przylocie (np. w okienku chek-inowym sprawdzano numery poprzednich lotów a także dla uzyskania biletu na shuttle bus też należało się okazać poprzednim boarding passem)
__




Tak jak pisaliśmy w poprzednim wpisie spośród wypraw, które aktualnie trwają na szczególną uwagę zasługuje Sztafeta Afryka Nowaka. Przemieszcza się ona nieprzerwanie śladami Kazimierza Nowaka już od prawie 2 lat. Tymczasem finał sztafety zbliża się wielkimi krokami! Znane są już szczegóły dotyczące tego etapu, w którym tak jak pisaliśmy mogą wziąć udział ochotnicy spełniający określone warunki.
No i stało się. Doświadczyliśmy kolejnego inspirującego spotkania z osobami dla których podróżowanie stało się siłą napędową życia. Tym razem mieliśmy niewątpliwą przyjemność poznać Piotra Sudoła, pomysłodawcę bodajże najważniejszego w ostatnich latach wydarzenia podróżniczego, mianowicie projektu „Afryka Nowaka”. Ten zapalony rowerzysta i podróżnik zafascynowany postacią naszego wciąż niedocenianego bohatera samotnych podróży po Afryce – Kazimierza Nowaka – postanowił zorganizować ponad dwuletnią wyprawę po Afryce w formie sztafety podzielonej na 24 etapy. Dla tych, którzy chcą dowiedzieć się więcej o niesamowitych podróżach Kazimierza Nowaka polecamy książkę „Rowerem i pieszo przez Czarny Ląd”, która doczekała się już chyba VI edycji. W latach 1931-1936 jako pierwszy człowiek na świecie przebył samotnie kontynent afrykański z północy na południe i z powrotem (40 tys. km pieszo, rowerem, konno oraz czółnem). Można sobie wyobrazić na jakie niewyobrażalne trudy naraził się Pan Kazimierz. A przecież podróżował samotnie nie dysponując specjalistycznym sprzętem podróżniczym jaki jest teraz ogólnie dostępny!
Wbrew pozorom nie zasypiamy (jak to niektórzy mówią “…gruszek w popiele” ;-)) i temat podróży ciągle gdzieś koło nas się pojawia 