Archive for the ‘Kambodza’ Category

Z Pajacykiem dookoła świata

poniedziałek, styczeń 11th, 2010

Kochani, pozostając nadal w klimacie poprzedniego wpisu – niniejszym ogłaszamy, że my też mimo, że ciągle w drodze i bez środków na dofinansowywanie organizacji dobroczynnych, zdecydowaliśmy, że na tyle ile możemy – chcemy pomagać! I to „od już”. Przecież od samego początku towarzyszy nam hasło – chcieć to móc. Dlatego od dziś na naszą stronę zaprosiliśmy Pajacyka. Pajacyk będzie mieszkał na naszym blogu u góry po prawej stronie w bocznym menu.
Dla tych którzy nie wiedzą na czym polega ta akcja kilka słów wyjaśnienia. Pajacyk to nazwa programu dożywiania dzieci w szkołach, który prowadzi Polska Akcja Humanitarna. PAH stworzyła stronę pajacyka, aby zbierać pieniądze na dożywianie dzieci w szkołach i świetlicach. Jeśli wejdziesz na stronę pajacyka i klikniesz w jego brzuszek, ofiarujesz dzieciom ciepły posiłek nie ponosząc żadnych kosztów. Aktualnie dzięki tej akcji PAH dożywia 1151 dzieci w 62 placówkach w 13 województwach.
Pewnie wielu z Was zapomina codziennie klikać w jego brzuszek, a to przecież nic nie kosztuje. Zwracamy się do Was z gorącą prośbą, byście każdorazowo przy czytaniu naszego bloga klikali w brzuszek pajacyka (uwaga, z jednego komputera można kliknąć raz na dobę). Tak oto wspólnymi siłami możemy pomóc polskim dzieciom znajdującym się w potrzebie! Dziękujemy 🙂

Turystka społecznie odpowiedzialna

sobota, styczeń 9th, 2010

W poprzednim wpisie zahaczyliśmy o, nazwijmy to, podróżowanie odpowiedzialne, połączone z pomocą lokalnym społecznościom w ramach przeróżnych projektów wolontariatów w tutejszych wioskach, miastach i na wyspach. To oczywiście fantastyczne połączenie długich wakacji (niejednokrotnie w rajskim miejscu a czasami z dodatkową korzyścią w postaci zrobienia kursu nurkowania), z dołożeniem swojej cegiełki do rozwoju tego kraju.
Jednak nie każdy ma możliwość (albo ochotę) na przyjechanie na kilka miesięcy do Kambodży. Oczywiście zdecydowana większość to turyści z całego świata przyjeżdżający spędzić tu swoje dwutygodniowe wakacje. Warto jednak pamiętać, że nawet podczas takiego krótkiego pobytu w Kambodży, mamy niezliczone szanse pomocy lokalnej ludności. Trzeba tylko umieć odróżnić to co jest prawdziwą pomocą, od tego, co jest zagłuszaniem własnych wyrzutów sumienia. Ale o tym za chwilę.
Najpierw kilka faktów. Kambodża jest krajem bardzo biednym, tak biednym, że większość Europejczyków, Amerykanów czy Australijczyków tak chętnie przyjeżdżających tu na wakacje nie potrafi sobie nawet wyobrazić, że można tak żyć. Kraj ten liczy 14 milionów mieszkańców, z czego tylko 13% mieszka w miastach. Średnia długość życia to 57 lat: mężczyźni – 55 lat, kobiety – 59. BARDZO DOBRA pensja dla Khmerów pracujących w prowadzonych przez obcokrajowców restauracjach wynosi 80 USD miesięcznie.
Oczywiście patrząc na najnowszą historię Kambodży, nie dziwi nas, że większość dorosłych ludzi nie ma żadnego wykształcenia (scheda po rządach Czerwonych Khmerów to 65%-owy wskaźnik analfabetyzmu!!!) i stara się zarabiać pieniądze w każdy możliwy sposób – szczególnie tu, w Sihanoukville, głównie sprzedając najróżniejsze produktu i usługi turystom na plaży. I to jest fair, bo Ci dorośli nie mają za wielkiego wyboru i jakoś muszą żyć, więc jak znajdą klientów którzy chcą im coś zapłacić (oczywiście przestrzelone kilka razy ceny w dolarach :-)) to po prostu ich praca. A więc na plaży można kupić okulary przeciwsłoneczne, książki, świeże tropikalne owoce, domowe wypieki czy też wszelkiego rodzaju owoce morza wprost z „przenośnego grilla”.

Owoce

Można poddać się masażowi albo zrobić sobie manicure u jednej z setek pań „kosmetyczek plażowych” chodzących w plastikowymi kuferkami z różnymi narzędziami i lakierami do paznokci (Mała dygresja: podziwiam za odwagę – albo za głupotę – te wszystkie eleganckie paniusie, które pozwalają sobie grzebać przy paznokciach niesterylnymi narzędziami, na plaży, gdzie jest mnóstwo piachu, zero zasad higieny itp. ale większość turystek chętnie się godzi na manicure za 2 USD. Oczywiście skutek plażowych manicure był taki, że na Sylwestra wszystkie dziewczyny w Sihanoukville miały ten sam kolor paznokci, bo panie kosmetyczki mają tylko jeden odcień czerwonego :-)). Ale wracając do tematu – korzystanie z usług dorosłych jest odpowiedzialne – oni wiedzą co robią i dokonali jakiegośtam wyboru, że ich źródłem dochodu będzie handel plażowy, a my, jako dorośli godzimy się na kupowanie od nich.

Kosmetyka i homary

Sytuacja jest jednak zupełnie inna w przypadku dzieci (najmłodsze mają już ok. 4 lat), które również od rana do wieczora biegają po plaży i sprzedają turystom różne dobra – głównie świeże owoce albo własnoręcznie plecione bransoletki ze sznurka (pewnie każdy pamięta, u nas też była wiele lat temu moda na tzw. meksykanki albo plecionki na rękę robione z kordonka albo muliny). No i oczywiście khmerskie dzieci są śliczne i urocze, a ponieważ odkąd tyko nauczyły się chodzić całe dnie spędzają na plaży wśród turystów, to świetnie mówią po angielsku (a niejednokrotnie i w innych językach), więc fajnie się z nimi rozmawia, łatwo nawiązują kontakty, są otwarte, uśmiechnięte i ufne, a przy tym biedne i obdarte, więc po krótkiej rozmowie nie sposób odmówić im kupienia od nich tej bransoletki, czy cokolwiek innego tam mają, tylko po to, żeby dać im szansę zarobić. I to jest właśnie ta dobroć pozorna. Chcemy widzieć siebie jako dobrych i szlachetnych – pomagamy tym dzieciom, doceniamy ich pracę i kupujemy ich wyroby… a tak naprawdę, długofalowo, robimy im więcej krzywdy niż pożytku, ponieważ uczymy je, że taki sposób życia i zarabiania pieniędzy jest przez nas akceptowany, a przede wszystkim jest skuteczny bo przynosi efekty (kto z Was by wysłał swoje dziecko do pracy zamiast do szkoły, która mu zapewni lepszą przyszłość? Jesteśmy pewni że nikt). W Kambodży oczywiście nie ma obowiązku szkolnego (bo i nie ma możliwości, żeby był, ponieważ nie ma wystarczającej liczby szkół i kadry), ale zawsze khmerska szkoła jeśli jest, to jest darmowa – taki jest bowiem realizowany od kilku lat projekt rządowy „Back to school” mający na celu podniesienie poziomu wykształcenia społeczeństwa khmerskiego. I dzieci te zamiast biegać z bransoletkami po plaży powinny właśnie chodzić do szkoły. A mając wybór – zarobić pieniądze, czy pójść do szkoły, zawsze wybiorą zarobek. Jednak tak, jak wspomnieliśmy wcześniej – to jest rozwiązanie „na chwilę” – ponieważ sprzedając owoce i plecionki, nie nauczą się niczego więcej i prawdopodobnie będą kolejnym pokoleniem handlarzy plażowych, podczas gdy chodzenie do szkoły dałoby im szansę na zdobycie dodatkowych umiejętności i wszechstronnej wiedzy, by w dorosłym życiu mogły robić coś więcej. Oczywiście dzieciaki są wygadane i jak już nic nie pomaga, to biorą człowieka „na litość” mówiąc, że muszą pracować, żeby zarobić sobie na szkołę. Ale to tylko połowa prawdy – płacić muszą, jeśli chcą chodzić na popołudniowe lekcje angielskiego. A szczerze mówiąc do niczego im te lekcje nie są potrzebne bo od turystów na plaży uczą się najwięcej, więc nawet nie wiadomo czy na ten angielski faktycznie chodzą.

Dzieci na plaży

W Kambodży działają dziesiątki organizacji pozarządowych i zwykłych organizacji wolontariackich, pomagających zarówno dorosłym jak i dzieciom – oczywiście nie dają nikomu pieniędzy, ale uczą angielskiego, organizują różnego rodzaju kursy, uczą zasad higieny, budują oczyszczalnie ścieków, toalety, punkty uzdatniania wody, punkty pomocy medycznej itp., a zarabiają na swoją działalność sprzedając rysunki dzieci, które są pod opieką tej organizacji oraz oczywiście zbierając pieniądze od turystów.

Organizacje sprzedające rysunki

Więc zanim wydamy 2 dolary na bransoletkę warto się zastanowić czy to faktycznie pomoc. Może dołożenie naszych dwóch dolarów do dwóch dolarów dziesiątek innych osób będzie stanowiło kwotę, która przyniesie realną korzyść te społeczności. Niejednokrotnie tutejsze NGO’s organizują też „szybkie turnusy wolontariacie” dla turystów – wywożą chętnego na 5 dni do wioski, w której pomaga przy aktualnych pracach prowadzonych przez tę organizację – np. budowanie szkoły, malowanie płotu itp. A jeśli już nie chcemy dawać pieniędzy przez organizację, bo nie jesteśmy pewni jej uczciwości (choć tutaj to naprawdę dobrze działa!) to zawsze możemy kupić takiemu dziecku pełnowartościowy obiad, zjeść wspólnie, pogadać z nim po angielsku, dowiedzieć się różnych ciekawych rzeczy i przynieść tym więcej korzyści niż zapłaceniem za bransoletkę. I kolejna uwaga – dzieci khmerskie mają bardzo wysokocukrową dietę i dosłownie zero opieki stomatologicznej – dawanie im ciastek, cukierków i lizaków jest dla nich zabójcze (choć jak wszystkie dzieci są strasznie łakome na słodycze).
Pozostaje jeszcze jeden trudny temat również mieszczący się w kręgu odpowiedzialnego podróżowania – Kambodża staje się coraz popularniejszym krajem jeśli chodzi o seksturystykę. I niestety znów najbardziej narażone są tutaj dzieci. To wręcz trudne do uwierzenia, jak masowo bogaci, podstarzali i obleśni zagraniczni turyści, poszukują tu szybkich przygód z kilkunastoletnimi (głównie) dziewczynkami. Oczywiście jest to proceder obustronnie akceptowalny ponieważ „turysta” dostaje to, czego chce, a dziecko dostaje za to pieniądze. Często zresztą to dziecko kusi i namawia, bo wie, że z tego jest „kasa”. Tylko że w takiej sytuacji musi się pojawić trzecia strona – obiektywna. Bo przecież ktoś, kto wykorzystuje dzieci albo ulega ich namowom nie jest normalny, jest dewiantem (żeby nie użyć tutaj bardziej dosadnych określeń) i to, co on uważa za „normalne” jest wręcz naganne, natomiast dziecko nie jest jeszcze na tyle dojrzałe, by świadomie dokonywać wyborów – liczą się dyskoteki, dobre drinki a później zapłata. Oczywiście zarówno w Kambodży, jak i we wszystkich innych krajach wykorzystywanie seksualne dzieci jest przestępstwem, i coraz głośniej zaczyna się o tym mówić. Na każdym kroku – w hotelach, restauracjach, tuk–tukach i na billboardach można znaleźć numery telefonów, pod które należy dzwonić widząc niezdrową (niebezpieczną!) sytuację. Na terenie całego kraju są już specjalnie przeszkolone służby do reagowania w takich przypadkach i zjawiają się w ciągu kilku minut, ale najważniejsze jest to, żeby ktoś dał im cynk, żeby wiedzieli dokąd jechać.

Pomoc dzieciom w Kambodży

Jesteśmy pewni, że to o czym napisaliśmy nie dotyczy tylko Kambodży, ale wielu coraz popularniejszych turystycznie destynacji azjatyckich. Jeśli już chcemy pomagać, to warto się zastanowić czy to co oferujemy to faktycznie pomoc, czy raczej poprawianie sobie samopoczucia. A sposobów na prawdziwe pomaganie jest bardzo wiele i nie są one wcale trudne (choć nie zawsze tak proste jak wyciągnięcie banknotu z portfela).

Kambodża

piątek, styczeń 8th, 2010

Koh Rong – kolejna rajska wyspa Kambodży

wtorek, styczeń 5th, 2010

Pisaliśmy już o cudownych wyspach Zatoki Tajlandzkiej leżących u wybrzeży Kambodży. Koh Khteah i Koh Russei zrobiły na nas ogromne wrażenie i natchnęły nas do tego by popłynąć na większą, ale dalej położoną wyspę Koh Rong.
Wyspa leży w odległości około 50 km od stałego lądu i jedynym środkiem transportu, którym można tam dotrzeć jest statek, który płynie tam około 2,5 godziny. W zasadzie jedynym regularnym statkiem, który tam dociera jest statek firmy organizującej szkolenia nurkowania. Poznaliśmy wcześniej szefa i właściciela tej szkoły – Rudiego, który zgodził się nas zabrać na wyspę z kolejną wyprawą nurkową. Płynięcie małym statkiem w kierunku wyspy nie należało do łatwych bo przez ponad dwie godziny łódką szarpało i bujało tak bardzo, że niektórzy pasażerowie uciekali się do tabletek, a z pokładu do wody zsuwały się różne akcesoria, raz po raz wyłapywane (nie zawsze z sukcesem) przez dziewczynę należącą do załogi.

Lodka na Koh Rong

Kiedy już dotarliśmy do wybrzeży wyspy naszym oczom ukazała się piękna wyspa gęsto porośnięta dżunglą a u jej brzegu ciągnęła się piękna biała plaża długa na kilka kilometrów.

Wybrzeze Koh Rong

Koh Rong to w zasadzie daleka od cywilizacji wyspa na której znajdują się cztery wioski, każda po 300-400 mieszkańców. Poza wioskami znajduje się tam restauracja i bambusowe bungalowy pod uroczą nazwą „Paradise” i nie ma w tej nazwie ani cienia przesady. Widok jaki się roztacza na piękną w zasadzie dziką plażę pokrytą delikatnym jak mąka, białym piaskiem i turkusowo-zieloną czystą jak kryształ wodę daje jednoznaczne skojarzenia z egzotycznym rajem, który znamy tylko z opowieści i filmów 😉

Plaza Koh Rong

Ponieważ przybyliśmy na wyspę zorientować się jak wygląda na niej życie i przyjrzeć się jej mieszkańcom poznaliśmy również właściciela „Paradise”, który ściśle współpracuje ze szkołą nurkowania i z Rudim. Irfan jest niesamowicie ciekawym człowiekiem. Mieszka na wyspie od 10 lat, jest pół Turkiem, pół Niemcem, a jego żona Japonką. Zna biegle sześć języków w tym khmerski, dzięki czemu współpracuje z lokalną społecznością i wraz z Rudim na wyspie realizują wiele projektów niosących pomoc tutejszym mieszkańcom. Dzięki ich działalności na wyspie wybudowano małą szkołę w której uczą angielskiego i podstawowych spraw związanych z turystyką jako, że to jedyna gałąź życia w której mieszkańcy tych wiosek mogą się w przyszłości realizować. Bieda nie pozwala im na jakiekolwiek wykształcenie więc to co dostają w tej szkole jest dla nich wymarzonym prezentem. Ponieważ życie na takiej wyspie nie jest łatwe a jednym z podstawowych problemów jest zachowanie jej naturalnej czystości więc wśród projektów uruchomionych przez Irfana i Rudiego dominują te, które służą czystości wyspy. Oprócz szkoły na wyspie wybudowano ekologiczną spalarnię śmieci, założono cztery filtry wodne dzięki czemu uzyskuje się zdatną do picia wodę i postawiono kilka toalet publicznych, ponieważ miejscowi mieszkańcy nie znają takiego pojęcia jak toaleta 😉 Na wyspie nie ma żadnych źródeł zanieczyszczeń chemicznych (bo niby skąd ;-)), a zasoby słodkiej wody pochodzą z jedynej małej rzeczki, więc oczyszczanie wody filtrami biologicznymi jest w miarę proste. Oczywiście te projekty i pomoc można by rozszerzać, ale potrzebni są ochotnicy, którzy w ramach wolontariatu będą prowadzić takie działania na wyspie. Docelowo przydałoby się tutaj dziesięć filtrów wodnych, więcej toalet i chętnych do uczenia dzieci.
Po tych rozmowach i „oględzinach” wyspy spodobaliśmy się na tyle, że zaoferowano nam tutaj pracę administracyjną nad projektami na wyspie. Czyli gdybyśmy tylko chcieli moglibyśmy zostać na rajskiej wyspie tak długo jak tylko byśmy chcieli i mielibyśmy zapewnione miejsce do spania i wyżywienie. Prawda, że brzmi niewiarygodnie? 🙂 A jednak to prawda. Powracając do naszego poprzedniego wpisu – który rozpoczęliśmy od wymarzonej pracy polegającej na zarządzaniu wyspą, którą kiedyś ogłoszono dla pary szczęśliwców i która dla tłumu chętnych pozostała jedynie marzeniem – z całą pewnością możemy teraz powiedzieć, że taka praca to nie jakieś „gruszki na wierzbie”. Jak widać niemal przez przypadek udało nam się znaleźć taką pracę i moglibyśmy stać się kolejną parą szczęśliwców żyjącą w rajskich warunkach na egzotycznej wyspie 🙂 Tak więc drodzy czytelnicy, jeśli ktokolwiek z Was marzy o takim życiu i wydaje mu się, że to zupełnie nierealne marzenie, stanowczo odpowiadamy, że jest to w zasięgu każdego kto tylko CHCE to zrealizować! My biliśmy się z różnymi myślami i rozważaliśmy tę propozycję, ale zdecydowaliśmy się kontynuować naszą podróż. Może kiedyś wrócimy do takiego pomysłu i staniemy się mieszkańcami rajskiej wyspy, realizując przy okazji szlachetne cele dla lokalnej społeczności – kto wie? 🙂
Powracając do inicjatyw Rudiego i Irfana to zapewniono tutaj również opiekę medyczną w postaci jednego lekarza wolontariusza, który służy mieszkańcom stosowną pomocą lekarską. Aż trudno uwierzyć, że zanim pojawił się tutaj ten lekarz żadna pomoc lekarska nie była możliwa. Dla przykładu warto wspomnieć, że ukąszenie kobry bez żadnej pomocy lekarskiej oznacza pewną śmierć w ciągu pięciu godzin. Dla dziecka czas ten jest jeszcze krótszy. W roku 2008 w Kambodży ukąszonych zostało 1500 osób z czego aż jedna trzecia zmarła, ponieważ nie trzymała pomocy medycznej!
Lokalna społeczność to naprawdę gościnni i uśmiechnięci ludzie! Mieliśmy okazję być goszczeni przez jedną z rodzin „na herbatce” i było to naprawdę miłe spotkanie (choć warunki higieniczne pozostawiały wiele do życzenia ;-)). Zajmują się głównie połowami owoców morza i ryb oraz uprawami. Niektórzy korzystając z dzikości wyspy z całą pewności uprawiają nie tylko warzywa 😉 Mieliśmy okazję zakupić niemałe ilości „trawki” zaoferowanej nam przez mieszkankę wyspy – uwaga! – tuż przed punktem medycznym 🙂 Szczerze mówiąc towar wyglądał bardzo solidnie i był równie solidnie zapakowany w gazetę przewiązaną gumką – pełen profesjonalizm 😉

Handel trawka

Chodząc po plaży czuliśmy magię tego miejsca. Na brzegu, na cudownie miękkim piasku leżały orzechy kokosowe a wśród nich można było znaleźć mnóstwo przepięknych muszli. Niektóre ogromne i kolorowe jakie widuje się jedynie na zdjęciach z nikomu nie znanych rajskich miejsc budzących jedynie spragnione westchnienia. W dalszej cz