Pinawella, pola herbaciane i Nuwara Eliya

Wstaliśmy bardzo ociężali zgodnie z planem o 6:50 by o 7:30 wyruszyć do Pinawelli gdzie w tzw. „sierocińcu dla słoni” zobaczyć jak wygląda utrzymywanie stad słoni oraz dbanie o te egzemplarze, które są chore lub po prostu o młode odnalezione gdzieś sztuki, które nie mają rodziców.
Miejsce to jest niestety dość komercyjne i stada słoni są wystawiane na pokaz, ponieważ słoń na Sri Lance przyciąga tłumy turystów i w oczach wielu stanowi symbol tej pięknej wyspy.
Mieliśmy więc możliwość podziwiać te piękne zwierzęta jedzące po kilkaset kilogramów różnych zielonych gałęzi i pijących wodę a nawet mleko (podawane z ogromnych butelek). Uczestniczyliśmy też w karmieniu słoni świeżymi owocami – niesamowita frajda 🙂

slonie

Będąc na Sri Lance można się natknąć na słonie w różnych miejscach (sami widzieliśmy np. słonia przewożonego na ciężarówce w środku miasteczka :-)), ale jeśli nie mamy za dużo czasu na zwiedzanie wyspy a lubimy te zwierzęta to warto udać się do Pinawelli.
Naszym następnym planem było udanie się do centralnej części wyspy w górzyste rejony, które słyną przede wszystkim z plantacji herbaty i przepięknych widoków. Udaliśmy się więc w kierunku Nuwara Eliya jadąc przepięknymi drogami i podziwiając niesamowite, zapierające dech widoki.

widoki1

Najwspanialszymi widokami są jednak chyba porośnięte herbatą zbocza wzgórz. Przepiękne zielone kolory krzaczków słynnych na całym świecie herbat robią wrażenie. Dla samych tych widoków warto udać się na Sri Lankę. Nie mają w sobie równych a swoim urokiem niemal dorównują tarasom ryżowym, które widzieliśmy w Chinach, Wietnamie czy na Bali.

widoki2

Obowiązkowym punktem pobytu na Sri Lance jest też wizyta w fabryce herbaty gdzie można prześledzić cały skomplikowany proces produkcji herbaty, która trafia do naszych szklanek (teoretycznie bo herbata, którą kupujemy w sklepach jest barwiona, aromatyzowana itd. więc daleko jej od naturalnych sfermentowanych liści). W przyfabrycznym sklepie można zakupić produkowaną w tym miejscu herbatę. Prawdziwa herbatka z krzaczków, które widać w okolicznych rejonach. Polecamy!

herbaty1

herbaty2

herbaty3

herbaty4

Cały rejon Nuwara Eliya jest w sumie ogromnym parkiem narodowym ze względu na unikalną przepiękną przyrodę, ale również miasteczko o tej nazwie jest warte odwiedzenia. Znajduje się na wysokości 2000 m npm a na obrzeżach znajduje się najpiękniejszy na Sri Lance ogród botaniczny.
Po dobrze spędzonym dniu udaliśmy się w kierunku Negombo – miasta położonego na zachodnim wybrzeżu wyspy.
W drodze do Negombo urządziliśmy postój na posiłek w jakimś przydrożnym barze dla lokalsów. Wrażenie – bezcenne! Podawane w mocno zniszczonych miseczkach na mocno zniszczonym stole i jedzone wątpliwej czystości sztućcami potrawy smakowały jednak wyśmienicie 🙂 W końcu każdy travelers żywi się w normalnych nieturystycznych miejscach a tak właśnie jedzą tutaj mieszkańcy Sri Lanki. Oczywiście podstawowym jedzeniem są tutaj ryże z curry i warzywami lub ewentualnie kurczakiem lub rybą. W większości jest to jedzenie na ostro (chilli jest tutaj podstawą większości potraw). Za niewielkie pieniądze mogliśmy posmakować lokalne potrawy, które może nie są tak pyszne jak tajskie czy kambodżańskie, ale stawiamy je wysoko wśród innych azjatyckich kuchni.

kuchnia

Jadąc po wijących się górzystych drogach w pewnym momencie dopadł nas biegnący z bukietem kwiatów chłopiec. Usiłował nas dogonić by sprzedać nam kwiaty, ale co było dla nas największym szokiem mimo względnie szybkiej jak na górskie warunki jazdy będąc w zniszczonych gumowych klapkach zbiegał po stromych zboczach wzgórz wyprzedzając nas na kolejnych zakrętach i pojawiając się znowu jeszcze przed nami! Po kilku takich zakrętach byliśmy pełni podziwu i mocno zszokowani wyczynów jakich dokonywał ten chłopak! Zbieganie po zarośniętych wzgórzach w zwykłych plastykowych klapkach przy tych odległościach i różnicach poziomów było dla nas rzeczą niewiarygodną. Poprosiliśmy kierowcę o zatrzymanie samochodu i nagrodziliśmy mistrza górskich biegów przełajowych kilkoma drobnymi banknotami 🙂 Zasłużył z nawiązką! Myśl o tym ile wysiłku będzie go kosztował powrót do miejsca z którego rozpoczął bieg nie dawała nam spokoju.

chlopak_kwiaty

Dalszy etap podróży dał nam doświadczyć kolejne mistrzostwo, ale zupełnie innego rodzaju. W poprzednim wpisie komentowaliśmy temat poruszania się po drogach Sri Lanki. Na skutek faktów, które przywołaliśmy średnia prędkość poruszania się po drogach wynosi około 40 km/h. Teraz jadąc do Negombo mieliśmy przed sobą jakieś 4h drogi. Jednak kierowca zrobił wszystko co mógł, żeby nasze głowy posiwiały a potem wyszły z nich wszystkie włosy 😉 W zupełnej ciemności po krętych i wyboistych drogach pędząc naprzeciw busów, wyprzedzając „na trzeciego” i wykonując slalomy pomiędzy pojazdami dotarliśmy do Negombo po 2,5 godz.! Na koniec poprosiliśmy Nishantha o numer telefonu, żeby przekazać go Chołkowi – na pewno wiele mógłby się od niego jeszcze nauczyć! 😉
W drodze udało nam się jeszcze zarezerwować miejsce w hotelu do którego teraz dotarliśmy. Naszym oczom ukazała się ogromna kolonialna budowla w starym dobrym stylu. Przez chwilę zastanawialiśmy się czy to nie żart, bo noclegownia, która miała być tanią wyglądała po ciemku z zewnątrz na wysokiej klasy hotel. Jednak już po wejściu do środka okazało się, że wrażenie było co najmniej błędne 🙂

new_rest

W pokojach biegały ogromne karaluchy, na ścianach wisiały pajęczyny, z sufitu zwisały zerwane kawałki drewnianych desek, z kranu płynęła zimna woda a brud i kurz był taki jakby tam nigdy nie było żadnych gości. Na osłodę tego miejsca przyszła nam jednak informacja, którą wyczytaliśmy w Lonely Planet, że w tym budynku nocowała w 1958 roku Królowa Elżbieta II. Ba! Mało tego! Trzyosobowy pokój nr 7 w którym nocowała Małgosia, Ania, Marta i Jadzia okazał się właśnie tym apartamentem Królowej! No cóż taka przygoda zdarza się chyba raz na całe życie! 🙂

W tym miejscu prosimy o udzielenie pomocy dla niedożywionych dzieci z Polski przez kliknięcie w brzuszek Pajacyka na stronie www.pajacyk.org.pl. W imieniu dzieci bardzo za to dziękujemy.

Porady praktyczne:
Bilet do sierocińca słoni kosztuje dla turystów 2000 LKR (około 20 USD). Jeżeli chcemy zobaczyć karmienie z butelki to należy być tam przed godz. 9:00. Jedzenie w lokalnych barach kosztuje około 100 do 200 LKR (czyli od 1 do 2 USD) – czyli tanio i smacznie! 🙂

3 komentarze to “Pinawella, pola herbaciane i Nuwara Eliya”

  1. ewa Says:

    ależ sympatyczny ten chłopiec, robi wrażenie opis jego wyczynów, a kwiaty cudne, ale swojskie, po prostu dalie, przypominają, że gdzieś tam jest lato, a u nas właśnie po długotrwałych suchych mrozach jest biało i nie tak mroźno, słonecznie i całkiem przyjemnie, trzeba się wybrać na spacer do lasu. Piękne zdjęcia, no i te słonie i te pola herbaciane – cudo.
    Czekamy teraz na relacje z Bangla Deszu, bo to kraj, o którym tak mało wiadomo. Serdeczne pozdrowienia

  2. admin Says:

    Bangladesz mamy już za sobą (patrz kolejne wpisy w blogu). Zrobił na nas spore wrażenie i naprawdę warto tam zawitać, żeby zobaczyć najbardziej zatłoczone miejsca świata. Teraz przemierzamy północne Indie. Pozdrawiamy baaaardzo serdecznie!

  3. Konrad Says:

    Wariata z kwiatkami też miałem – wyskakiwał na środek drogi;)

Leave a Reply